środa, 11 czerwca 2014

Chcemy z toba porozmawiac/Weekend/Itp. Itd :)

Hejka!

Kazdy z nas napewno na dzwiek pewnych wyrazen zaczyna sie lekko stresowac. Nie inaczej jest w moim przypadku, gdy slysze cos w stylu musimy porozmawiac to automatycznie gdzies w srodku dopada mnie lekki stres i od razu zaczynam myslec ze cos musialo sie stac jesli rozmowa rozpoczyna sie tego typu wstepem. Nie wiem byc moze jest to smieszne, ale juz tak mam i nic nie moge na to poradzic.

W zeszly czwartek pod wieczor przyszla do mnie moja host mama i powiedziala ze razem z mezem chcieliby ze mna porozmawiac. W sumie nic strasznego, przeciez wiem ze nic nie zrobilam mala dobrze sie zajmuje, caly dzien spedzilam z host mama na porzadkowaniu wszystkich ubranek malej, ktorych na marginesie uzbieralo sie dziesiec wielkich pudel a ma przypomne jedynie 16 miesiecy :D Ok, ale wrocmy do tematu. Caly dzien byl ok i bylam pewna, ze nic zlego nie zrobilam wiec nie powinnam sie obawiac tej rozmowy. Mimo wszystko jednak stres mnie oblecial w zwiazku z tym, ze nie raz juz szlyszalam o au pair, ktore byly bardzo szczesliwe i wszystko ukladalo sie ok a tu nagle baam i okazuje sie ze rodzin chce rematch :/ 

Postanowilam sie jednak zle nie nastawiac i nie myslec o tym, ze zaraz moja bajka sie skonczy i ktos mi powie "bylo milo, ale teraz musimy sie rozstac" Klapnelam sobie na kanapie w salonie i czekam, czekam i jeszcze troche czekam, bo akurat byla pora spania malej. Po kilku minutach przyszli hosci i zaczelo sie troche oficjalnie od - .. jestes tu juz 5 miesiecy, chcielibysmy wiedziec czy wszystko Ci opowiada, czy dobrze sie tu czujesz, nie chodzisz glodna, twoj pokoj jest wygodny i masz wszystko czego Ci potrzeba. Uff.. pierwszy koty za ploty poki co jest ok. W koncu przeciez jestem zadowolona, nie gloduje, mamy dobre relacje tak wiec ja nie mam dla nich zlych nowin. Po krotkiej rozmowie na temat tego jak mi sie z nimi zyje, zostalam zaskoczona przez ogromna ilosc komplementow i cieplych slow z ich strony. Normalnie, az sie zaczerwienilam od tych wszystkich uprzejmosci. Po wszystkich milych slowach i kilku ustaleniach myslalam, ze nadszedl koniec naszej rozmowy i zadowolona, ze nie uslyszalam nic przerazajacego, a tym bardziej slow "fajnie bylo, ale rematch" chcial udac sie na gore, gdy nagle hostka rzucila pytanie ktore calkowicie mnie zaskoczylo i nie spodziewalam sie go tak wczesnie. Mianowicie, powiedziala iz wie ze to jeszcze troche wczesnie, ale wie ze chcialabym zostac w USA no koleny rok i czy mialabym moze ochote kontynuowac swoj pobyt tutaj z jej rodzina. HURAAAA...!!! Oczywiscie, ze chce zostac z Wami. Uwielbiam wasza rodzinke, mala kocham jak swoja mala siostre czego mozna chciec wiec. Zadna Kalifornia czy Floryda o ktorych oczywiscie marzylam nie jest w stanie mi zastapic perfekcyjnej relacji jaka mam z wami i stawiam na te relacje niz na miejsce. W koncu to ludzie nas otaczajacy maja najwiekszy wplyw na to jak sie czujemy w danym miejscu nie tyle samo miejsce. Jeszcze 7 miesiecy przede mna a ja juz mysle o tym co bedzie w przyszlym roku, na tyle ze juz nawet rozwazalysmy z hostka gdzie w przyszlym roku pojedziemy w styczniu na nasze wspolne wakacje i jesli wszystko pojdzie to bedzie to miejsce, do ktorego bardzo chcialam leciec ale poki co ciii.. Nie chce zapeszac i mielic ozorem za duzo :):) 

Co do weekendu to sobote spedzilam na zakupach. K razem z mala N jechaly do NJ by odwiedzic kolezanke, wiec ja zabralam sie z nimi bo jechaly w okolice centrum handlowego w korym chcialam zrobic zakupy, tak wiec cala sobota zleciala mi na buszowaniu po centrum handlowym i udalo mi sie miedzy innymi kupic piekne okulary przeciw sloneczne z ktorym jestem ogromnie zadowolona. Zwlaszcza, ze zaoszczedzilam $240 na tym zakupie <3

 Moja zdobycz, odpoczywa sobie w lozku :P

Udalo mi sie kupic tez kilka fajnych ciuszkow, ale nie wiem czy chcecie to ogladac xD

Moja sobota nie byla jakas niesamowita, ale ja jestem bardzo zadowolona z wyjscia na zakupy. Zwlaszcza, ze nie ukrywam mam nie maly problem jesli chodzi o kupowanie bo w sklepie zachowuje sie jak opentana i gdyby nie to, ze postanowilam ze jakos bede radzila sobie z tym zakupoholizmem to w innej sytuacji wyszlabym bogatsza o milion ciuchow i z zerem na koncie. Mialam w sklepie jeden slaby moment gdy dorwalam piekna torebke od CK i przez pol godziny modlilam sie do niej i rozwajalam za i przeciw. W sumie wiecej bylo za, zwlaszcza ze mialam na nia wolne srodki ale w koncu doszlam do wniosku ze powinnam troche odpuscic zwlaszcza, ze przyjechalam tu przedewszystkim zobaczyc troche USA a nie tylko kupowac, poza tym ostatnio dostalam w prezencie od host babci sliszna torbe :)

 Prezent od Babci, jakbym nie mowila wczesniej jak bardzo ich wszystkich uwielbiam to mowie to teraz - UWIELBIAM moja przybrana rodzinke za to, ze traktuja mnie jak jedna z nich <3

Po sobocie jak wiadomo zawsze jest niedziela (teraz zablysnelam xD) poczatkowa w niedziele mialam jechac do NJ do six flags. Pech chcial, ze z wyjatkiem mnie jeszcze tylko dwie osoby mialy wystarczajaco kaski i ochoty by tak jechac wiec stwierdzilysmy ze przelozymy to na inny dzien bo moze znajda sie jeszcze jakies chetne osoby i wyrusza z nami. Jako, ze niedziela zapowiadala sie pieknie a w NYC mial sie odbywac BIG APPLE BBQ to doszlysmy do wniosku z Nadia, ze warto sie tam wybrac i zjesc troche amerykanskich pysznosci. Z moja sliszna N umowilam sie na GC o 12 skad ruszylysmy w kiernku Madison Square Park na nasze BBQ. Ledwo wyszlam z dworca juz zaczelam zalowac ze sie zdecydowalam tu przyjechac w taka pogode. Z nieba lal sie zar, a ja myslalam ze sie rozplyne. Na silownie nie poce sie w tak espresowym tempie jak nastapilo to w niedziele, doslownie czulam ze sie topie. 

Wiadomo skoro BBQ, to beda staly grile i piece w ktorych przygotowywane jest miecho, kolejny dowod na to ze tego dnia bedzie ciezko wytrzymac przy takiej pogodzie. Wszedzie duszno, parno, do kola nas dym, pelno ludzi, zar leje sie z nieba, bucha od grilla. Ogolnie zabawa na calego xD

Tak to mniej wiecej wygladalo. Ponizej widac swiniaka ktoreg skonczyli wedzic i aktualnie wybgrzebywali z niego mieso, ktorym mozna bylo sie poczestowac - PYCHA!!
 





Idac kawalek dalej, naszym ocza ukazalo sie stosko z lemoniada. Byla to najdrozsza lemoniada w moi zyciu ale i tez najpyszniejsza. Za $6 dostawalo sie ok 0.4l tej plynnej i zimnej pysznosci. Nawet gdy teraz o tym mysle, to czuje jej smak i mam ochote sie napic :)

Obok stoiska z lemoniadka, wesolo przygrywal sobie pan na gitarce :)

 


Stoisk z roznego rodzaju mieskiem bylo od groma, wiec nie bede opisywala wszystkiego tylko od razu wrzuce jeszcze troche zdjec :)






Nasze jedzonko :)



W kolo roznosila sie tak roznorodna ilosc zapachow ze ciezko bylo przejsc obok i nic nie kupic. Skusilysmy sie z Nadia na zeberka w stylu Teksanskim. Poczatkowo spodziewalysmy sie ze porcja bedzie troche wieksza i inaczej wygladala, ale w rezultacie ja osobiscie bylam zachwycona. Wolowina byla pyszna, co wiecej nie byla twarda tylko idealnie miekka tak jak powinna byc, a stopien zarumienia byl sredni czyli wszystko tak jak uwielbiam. Do tego ostry sos.. Mmm niebo w gebie. Co prawda polaczenie ostrego sosu a goracymi zeberkami w towarzystwie wszechobecnego upalu spowodowalo ze czulam sie jak smok, brakowalo tylko zebym ziala ogniem :P

Chwike jeszcze sie pokrecilysmy po parku, posluchalysmy mini koncertu jakiegos duetu, potanczylysmy i ruszylysmy na poszukiwanie Krispi Kream Donuts.









 Komu, komu bo ide do domu.. Mozna bylo wygrac kilka fantow a w srod nich bylo nawet auto (najnowszy model Cryslera)

Donuty znalezione, zjedzone, czas na ruszyc znowu w droge. Dodam tylko, ze KK ma najlepsze donuty jakie kiedy kolwiek jadlam, DD moze im stopy calowac. Przez wiele lat bylam wielka fanka dunkin donuts i gdy tylko w poblizu wychaczylam DD od razu musialam isc na donuta, ale po sprobowaniu Krispy Kream stwierdzam ze nie ma nic lepszego.

W zwiazku z pogoda nie bardzo wiedzialysmy gdzie jechac, bo dzien byl bardziej odpowiedni na plaze niz na spacerowanie. Doszlysmy w koncu jednak do wniosku, ze pogoda sprzyja przejsciu sie po Brooklyn Bridge, poza tym jest pieknie i slonecznie. W sam raz na zdjecia :)

I o to jestesmy :)













Haha.. milion tych samych zdjec tylko inne pozy, ale jak szalec to szalec :)





 Jest i taxi :)











 Takas cwana..? No to dawaj :D


 Buzia mi sie nigdy nie zamyka, nawet podczas robienia zdjec musze cos gledzic :))

 Pani chyba wiedziala, ze mi goraco bo z tego co widze to proponowala picie moim plecom o.O

Sesja na moscie zaliczona czas isc przed siebie. Oczywiscie glupawka jest nieodlacznym elementem wszystkich wypadow, tak wiec z piesnia na ustach " Gdzie strumyk.. " ruszylysmy w kierunku starej karuzeli ktora wychaczylysmy idac po moscie, po drodze oczywiscie milion zdjec.. a jak sesja musi byc. W koncu trzeba cos wyslac mamusi, ktory czatuje od rana na Skypie badz Viberze i czeka tylko na nowosci.. Haha.. mamy to nic, najlepsi sa tatusiowie :) niby nic, ale jak przychodzi co do czego i dzwonie do rodzinki to slysze juz z daleko tate krzyczacego do mamy .. wez ja na glosnik, wez na glosnik, no daj mi ja :D rodzina <3













Tego dnia chyba 1/8 NYC sobie slubowala. Gdzie sie nie odwrociles tam panstwo mlodzi i ich swita, wiekszosc  nowozencow niedzielnych byla Azjatami.. hehe, wszyscy wygladali tak samo :P zwlaszcza druchny i druzbowie ktorzy ubrani w takie same stroje swobodnie mogli udawac rodzine :))











 Tego dnia nad brzegiem rzeki Hudson, milosc postanowila sobie przyrzec rowniez para lesbijek. Musze powiedziec, ze sie wzruszylam. Obie Panie do "oltaza" zostaly poprowadzone przez swoich rodzicow w kolo pelno gosci, ktorzy bylo widac ze szczerze kibicuja dziewczyna i do tego ten piekny widok na Manhattan, cudowna pogoda i obok ta cudna karuzela z 1922 roku :)








Panna mlodym, akompaniowal swietny zespol grajacy wiele milosnych utworow we wlasnych aranzacjach.





Jako, ze czas byl juz najwyzszy to postanowilysmy z Nadia wsiasc na karuzele zrobic jedna rundke i ruszyc w droge powrotna :)



 
Na Times Square, jak zwykle tlumy i nie ma jak sie ruszyc. Jakby tego bylo malo, na srodku utawiona olbrzymi telebim w zwiazku z transmisja TONY Awards. Byla tez scianka na ktorej zrobilysmy obowiazkowe foto, pozniej jeszcze szybki zdjecie z policjantami i prosto do sklepu M&M's Moj tata z bratek kochaja emenemki wiec moja misja na zakonczenie dnia byl zakup wszystkich mozliwych smakow dla nich. Po zakupach w emenemsie rozdzielismy sie z Nadia, ona ruszyla na Grand Central a ja do sklepu Heersheys czy jak to sie tam pisze :P po jeszcze troche slodkosci, nastepnie krotki przystanek w sklepie Yankee po t-shirt dla taty, ktory jest fanek Yankee i to on wytlumaczyl mi wszystkie zasady dotyczace gry <3 koszulka kupiona, slodycze sa czas wracac do domu :)



 Powoli robie zapasy do Polski :)

I tak o to zakonczyl sie moj weekend :)

Ten tydzien rozpoczal sie na spokojnie. W poniedzialek lenilysmy sie z mala, wczoraj pojechalysmy do dziadkow, ktorzy zaciagneli mnie na zakupy, obladowana jak wielblad wrocilam do domu. Oczywiscie nawet nie bylo mowy o tym zebym placila za swoje ciuchy i w momencie kiedy probowalam dostac sie do kasy uslyszalam tylko odprawiajace mnie - jak znajdziesz bogatego meza to nam oddasz <3 dzisiaj mamy srode, malenka spi aktualnie. Rano bylysmy na spotkaniu au pair na basenie. Przygotowali dla nas szkolenie jak bezpiecznie bawic sie z dziecmi w basenie. Teraz koncze notke, czekam az mala sie obudzi i jedziemy na mini zakupy do VS bo maja jakies mega wyprzedaze :)) jutro czwartek wiec K w domu, jeszcze nie wiem co bedziemy robic. Mialysmy jechac na wycieczke ale pogoda nie dopisuje, piatek to bedzie dlugi dzien a w sobote orgaznizujemy przyjecie w sumie nie wiem z jakiej okazji chyba bez okazji. BBQ dla znajomych, ja tez moze zaprosic sobie gosci, katering zamowiony, hosci powiedzieli ze specjalnie dla mnie kupia czerwone kubki xD bo sie jaralam, ze jak pokazuja amerykanskie filmy to na imprezach zawsze czerwone kubki sa :P w niedziele w USA dzien ojca wiec bedzie notka o panach i mojej relacji z host tata :) 

Zostalo 16 DNI do mojego wylotu do Polski, rodzice zamowili juz tort Brownie z bananami, jak tylko przjedzam do jedziemy w moje ukochane gory czyli zapowiada sie dobrze. Znajomi czekaja, juz nie moge sie doczekac. Jest mi tylko przyro bo moj najlepszy przyjaciel wyjezdza i sie nie zobaczymy, ale co sie odwlecze to nie uciecze (Maniek bede Cie meczyla na skypie <3)

xoxo
All the best,
D :*
 

12 komentarzy:

  1. strasznie sie ciesze, ze uklada Ci sie z rodzinka :D

    Aby tak dalej :))

    OdpowiedzUsuń
  2. świetnie, ze wszystko idzie tak dobrze :) mega okulary!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. ' Musimy porozmawiać ' - mnie też te słowa przerażają ;D ale jak miło, że tak świetnie Ci się układa, że Cię chwalą :)
    Masz fantastyczne przeżycia i długieeeeee notki które uwielbiam ;D
    Nie przestawaj do nas pisać ;p
    .... no i żeby Ci się tak dobrze wiodło do końca !
    Ale jak czytałam co hości Ci mówili, to już myślałam, że zapytają, czy nie chciałabyś studiować ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohh, kochana jestes!! <3
      Dziekuje bardzo!! :) :*

      Usuń
  4. Kurde żeś dowaliła z tymi sesjami! To dlatego, że ci się nie chce wysyłać mi zdjęć?!
    Małpo jedna ciągle na zakupy sie wozisz, a ze mną nie chcesz jechać :( dobra, wiem, że chesz i w sumie to jest jeszcze gorsze hahaha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadiaaa!! Dobrze wiesz, ze chce jechac z Toba na zakupy. Zawsze chce, ale wiesz dobrze co sie ze mna dzieje w sklepie xD zreszta juz nadrobilysmy :)

      Usuń
  5. Super Ci się ułożyło z tą rodzinką :) A o ile przedłużasz, rok? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki!! :D Pol roku, chce wrocic do nauki. Dlatego raczej nie planuje ani 9 miesiecy ani tym bardziej roku :)

      Usuń
  6. Domi, przeca Twoja host rodzinka to Twój perfect :D Nie wyobrażam sobie, żebyś mogła lepiej trafić i nie jest możliwe by oni kiedykolwiek mieli lepszą au pairkę :-)
    haha, ale ja też sądziłam, że chcą Ci zaproponować studia :D
    PS. Super zdjęcia z Brooklyn Bridge, od razu zachciało się tam wrócić w króciutkich szortach, a nie w dżinsach i kurtce zimowej jak w lutym ...

    PS2. Do zobaczenia jutro!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aww Marta! <3 huehuehue, owszem fajnie jakbym mogla tu studiowac, ale mala jest za mala zebym ja miala wystarczajaco czasu na nauke i chodzenie na uczelnie :(

      Ruszaj raz, raz do NYC i na Brooklyn Bridge. Nie ma na co czekac, pogoda jest wysmienita teraz :D

      Usuń